Ole Henriksen Invigorating Night Gel recenzja

czerwca 21, 2016

Dość przerażające, ale to ostatni miesiąc w roku. Powolutku wiele z nas szykuje podsumowania, kilka takich zapewne pojawi się w drugiej połowie miesiąca. Doszłam do wniosku, że koniec roku to też taki dobry czas na zrobienie blogowych porządków - nie wiem jak Wy, ale ja bardzo często przygotowuje sobie listy, planuję tygodnie, miesiące - niestety czasami wychodzi wszystko
zupełnie inaczej, nagle coś mnie zachwyci i od razu o tym piszę zupełnie zapominając o tym co miało pojawić się wcześniej. Macie podobnie?


Postanowiłam więc wraz z zakończeniem 2014 roku doprowadzić moje posty robocze do ładu i wylądować w nowym roku z pustym kontem. Stąd też uprzedziłam Was wczoraj, że w tym miesiącu może pojawić się trochę więcej postów niż zwykle. Dzisiaj zapraszam więc na recenzję małego bubla od Ole Henriksen, który zawiódł mnie straszliwie, ale może kogoś uchronię przed podobnymi doświadczeniami.


Ole Henriksen produkty
Ole Henriksen Invigorating Night Gel
ole henriksen
Słoiczek Invigorating Night Gel


A miało być tak pięknie! Ole Henriksen i jego Invigorating Night Gel, jeden z ostatnich testowanych przeze mnie produktów tej marki i jeden z tych, które na długo zapadną mi w pamięci. Niestety całkowicie negatywnie. Co prawda, niektórym z Was może to zupełnie nie przeszkadzać, ale ja nie przepadam za konsystencją żelu na twarzy i już to w zasadzie powinno mnie od niego wystarczająco odstraszyć, ale nie, zaryzykowałam. 

Po aplikacji poczułam, że twarz jest trochę spięta - później zaczęła się straszliwie 
kleić - pomyślałam, ok - taka formuła, zobaczymy rano. Wysyp i zaczerwieniona skóra, 
zmywając twarz czułam się jakbym zmywała zastygającą maseczkę. Tydzień moja skóra dochodziła do siebie ale mi oczywiście jeszcze było mało, a co! Wysyp zwaliłam na czekoladę i miesiąc później zrobiłam drugie podejście zakończone wysypem już mnie spektakularnym, ale za to dużo cięższym, jeżeli chodzi o czas dojścia " do siebie". Do tego zapach - sam plastik.


Ale, żeby nie było tak pesymistycznie kilka słów od Ole Henriksen. Żel zawiera szereg witamin i minerałów dla głęboko odżywionej i wypoczętej skóry. Wspomaga odnowę komórek, poprawia wygląd zmarszczek i wygładza ich strukturę , co owocuje pięknym, promiennym , młodzieńczym wyglądem cery. Uznaję, że niestety muszę być uczulona na jakiś składnik, bo data ważności była w porządku - może coś podobnego jak z Vichy, których używanie kończy się zazwyczaj (prócz wody termalnej) fatalnie. Może wiecie o co może chodzić? 

Skład: Water, Glycolic Acid, Lactic Acid, Algae Extract, Glycerin, Calcium Ascorbate, Sorbitol, Tocopherol, Vaccinium Myrtillus Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Citrus Auranium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Xanthan Gum, Biosaccharide Gum-1, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Potassium Hydroxide, Fragrance

ole henriksen produkty

I to tyle na temat kremu. Jestem ciekawa - jak wygląda u Was etap przygotowywania postu do publikacji? Ja zazwyczaj robię zdjęcia od razu po zakupie (czasem zupełnie o nich zapominam gdy produkt u mnie się nie sprawdził i ląduje u koleżanki, zdjęcia lądują czasami w koszu ;) Mam też kilka zaczętych wpisów dotyczących filmów, seriali, ale nigdy nie wiem czy jest dobry czas by się swoimi ukochanymi podzielić. 

Zdjęcia robię jako pierwszy etap z kilku powodów: po pierwsze nowe produkty zawsze wyglądają ładniej, do prugie jeśli mam chwilę czasu a zdjęcia już przygotowane są w roboczych - post mogę opublikować nawet w pociągu. Ciekawa jestem macie jakiś system, plan?


Sprawdź też

0 komentarze